Wysokościomierz podświetlił się na czerwono. Wskazówka leciała w dół szybciej niż poziom paliwa przy włączonym dopalaczu.
- Nie, nie, nie! - wrzasnął Risto z błagalną nutą w głosie, poklepując deskę rozdzielczą.
Słysząc syk uciekającego ciśnienia, zrozumiał, że regeneracja starego zbiornika paliwa nie zakończyła się sukcesem. Metal nie dał mu szansy na reakcję. Rozległ się głuchy trzask. Spaw puścił na całym obwodzie i dno butli po prostu odpadło.
W ułamku sekundy całe paliwo wystrzeliło w chmury. Turbiny zakrztusiły się i zgasły. Został tylko on, grawitacja i lasy Laponii zbliżające się z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę.
Risto zerwał klapę w podłodze i wyciągnął panel systemu zimnego rozruchu. Układ był całkowicie odseparowany od głównego zbiornika. Korzystał z dwóch niezależnych, metalowych zasobników. Jeden chlupotał zwykłą naftą lotniczą, w drugim żarzył się niestabilny ekstrakt z zorzy polarnej. Automat mieszał je w proporcji 1:4, dając potężny, 20-procentowy strzał na rozruch. Dobre na iskrę, ale zabójcze na dłuższą metę. Ciągłe spalanie takiej mieszanki stopiłoby dysze w kilka sekund.
Elf szarpnął za plastikową osłonę. Pękła z trzaskiem, odsłaniając dwa podrdzewiałe pokrętła przepływu, wyskalowane w jednostkach na sekundę.
Zaklął pod nosem. Wykuta na pamięć instrukcja podawała zapotrzebowanie silnika w locie jako 9000 jednostek na minutę. To jednak był mniejszy problem. Prawdziwym wyzwaniem była precyzja - mieszanka musiała zawierać idealne 6% ekstraktu.
Margines błędu nie istniał. Ułamek mniej i sanie stracą ciąg, spadając jak kamień. Ułamek więcej i delikatny układ zmieni się w kulę ognia.
Oszronione płozy już prawie dotykały wierzchołków drzew. Musiał działać szybko.
Musisz być zalogowany, aby sprawdzić rozwiązanie.
Zaloguj się